Aktualności Parafia Porządek nabożeństw Ogłoszenia Grupy Duszpasterze Nauki przedślubne Sakramenty Fotogaleria Ciekawe artykuły Linki Kontakt
KATOLICYZM W WERSJI "SOFT"
Data dodania: 2013-04-27 00:10:27

 

Przemysław Pastucha

 

Katolicyzm w wersji „soft”

         Śledząc z uwagą wypowiedzi osób publicznych na temat ich katolicyzmu mam wrażenie, że wielu z nich preferuje swoiście pojęty „soft katolicyzm”. W czym to się objawia? Chociażby  w słynnym stwierdzeniu: „jestem za życiem, więc jestem za in vitro”, które padło podczas debaty przed wyborami prezydenckimi w 2010 r. Uważam, iż coraz częstsze nieporozumienia na tym polu są dobrym momentem do przypomnienia sobie kilku podstawowych kwestii.

 

                Bardzo ważne jest uświadomienie sobie kim jestem i jakimi wartościami w życiu się kieruje? Jeśli bowiem deklaracje o katolicyzmie mają się nijak do późniejszych życiowych wyborów, to albo ktoś zwyczajnie blefuje albo nie rozumie pojęcia „katolicyzm”. Przypuszczam także, że wielu deklarujących swój katolicyzm liczy jedynie na zbicie politycznego poparcia. Ich paplanina na temat wiary zależy raczej od sondażowych słupków niż rzeczywistych przekonań. Strach pomyśleć o tym wszystkim w perspektywie życia wiecznego! Taka postawa może także wynikać z coraz powszechniejszego „analfabetyzmu religijnego” wśród katolików. Ileż to razy słyszałem jak wielu ludzi zachwalało postawę Świadków Jehowy i ich wiedzy religijnej(nawiasem mówiąc to też pokazuje niską świadomość religijną owych „zachwalaczy”). Zawsze wtedy rodziło się w mojej głowie pytanie: dlaczego katolicy kompletnie nie interesują się swoją religią? Przecież taka postawa może i często rzutuje na ich późniejsze życiowe wybory.

                Przyjrzyjmy się zatem kilku palącym kwestiom wynikającym z medialnego „prania mózgu” na temat wiary i życia religijnego.

1.       Aborcja

 „Soft” katolik w tej kwestii będzie próbował kombinować na różne możliwe sposoby, aby usprawiedliwić swój grzech. Idąc za „medialnymi mędrcami” będzie opowiadał brednie, że to tylko zlep komórek. Lepiej zatem było je usunąć niż pozwolić temu - no właśnie czemuś czy komuś? – rozwijać się nadal i przyjść na ten świat, skoro nikt miałby go nie kochać. Pytam czemuś lub komuś, ponieważ podczas ostatnich medialnych doniesień o stanie błogosławionym księżnej Kate, „oświeceni” dziennikarze mówili o pierwszym dziecku pary książęcej (dziecko nie ma jeszcze 12 tygodni). Strasznie mnie to zdziwiło, bowiem w innych przypadkach mówią o zlepie komórek. Jak zatem to medialne zjawisko racjonalnie wytłumaczyć? Taki katolik będzie słuchał tego co o aborcji mówią gwiazdy show-biznesu, bo z nimi mu jakoś po drodze. One też często dokonywały aborcji i świetnie się z tym czują (nie wiem jak ja bym się czuł po zabiciu własnego dziecka?). Ostatnia masakra w USA pokazała jak zakłamane są niektóre media. Wszyscy współczujemy rodzinom zabitych dzieci, bo to co się wydarzyło jest aktem zwykłego bestialstwa. Jak jednak w świetle tych wydarzeń nazwać akty aborcji? Dlaczego prawdę o aborcji tak mocno się w mediach zagłusza i nie pozwala się przedstawić naukowych faktów na jej temat? Jeśli zatem ktoś akceptuje aborcję i nadal uważa się za katolika, nawet w wersji „soft” jest najzwyczajniej w błędzie!  

 

2.       Antykoncepcja

„Soft” katolik nie ma nic przeciwko w tej kwestii. Przykazania Boże ok, ale życie jest życiem ! Takie brednie wygłaszają „życiowi katolicy”. I to doskonale pokazuje, że są oni bardzo mocno zamknięci jedynie w perspektywie życia doczesnego. Wcale nie interesuje ich życie wieczne, choć odmawiając Credo mówią „wierzę w żywot wieczny”. Śmiem przypuszczać, że pewnie i wierzą w jakieś życie wieczne, tylko czy ta ich wiara pokrywa się z tym co o wieczności mówi nam Bóg? Często zarzucają oni Kościołowi (do którego przynajmniej formalnie należą), że w tej kwestii to jest strasznie staroświecki i niepostępowy. Oni by chcieli takiego „nowoczesnego Kościoła”. Gdyby jednak tylko chcieli wysłuchać świadectwa tych wszystkich „nowoczesnych katolików”, którzy dopiero co zawracają z „bezdroża antykoncepcji” to może przynajmniej im udało by się zbudować prawdziwy, oparty na szczerej miłości związek. Może udało by im się zrozumieć, że każde ludzkie życie jest darem Pana Boga! I do prawdziwego szczęścia w życiu wcale nie jest potrzebna antykoncepcja. Bardzo ważny w tej kwestii jest także aspekt zdrowotny. Wystarczy zapoznać się z rzetelnymi badaniami na temat szkodliwości antykoncepcji hormonalnej, aby zrozumieć, że producentom tych specyfików wcale nie chodzi o ludzką miłość czy zdrowie, a jedynie o niezłą kasę!

 

3.       In vitro

Jakież to wzburzenie ostatnio w narodzie polskim wywarł list abp Andrzeja Dzięgi na temat in vitro. Metropolita szczecińsko – kamieński odważył się naruszyć temat tabu i przypomniał zdrową naukę Kościoła w tej kwestii. Abp Dzięga pisze: "Gdyby jednak ktoś z katolików świadomie podpisał się lub głosował za dopuszczalnością in vitro, także poprzez pokrętną formułę jego dofinansowania wbrew obowiązującym w Polsce zasadom prawa, niech pamięta, że występuje przeciwko godności osoby ludzkiej i przeciwko prawu Bożemu. Sam się wtedy odłącza od pełnej wspólnoty z Kościołem katolickim, póki następnie sprawy nie przemyśli, nie przemodli i nie zmieni publicznie swojego stanowiska. Do tego czasu niech pamięta, by nie prosił też Kościoła o dar Komunii świętej". Moce? Dla „soft” katolików pewnie tak. Tymczasem abp Andrzej Dzięga przypomniał oficjalne stanowisko Kościoła katolickiego w tej kwestii, które dla katolików powinno być znane. Każde manipulowanie przy ludzkim życiu jest po prostu odstępstwem od Prawa Bożego i wprost sprzeniewierzeniem się Panu Bogu. „Medialni mędrcy” zaraz rozpoczęli festiwal kłamstw i oszczerstw w tej kwestii. Kościół po raz kolejny zabrania ludziom prawa do szczęścia – wykrzykiwali. Tymczasem prawda jest bardziej brutalna: Kościół katolicki chce prawdziwego szczęścia dla człowieka, dlatego nie pozwala mu na to, by sprzeniewierzył się Bogu! In vitro w istocie jest graniem na ludzkich uczuciach i robieniem niezłego interesu. Jeśli jakaś para dotknięta niepłodnością chce mieć dzieci, to niech otoczy miłością te porzucone przez biologicznych rodziców! Przytaczam tu świadectwo mężczyzny, którego dziecko poczęło się poprzez procedurę in vitro. Może choć to świadectwo da niektórym coś do myślenia. „Myśleliśmy, że napięta sytuacja między mną i żoną, po urodzeniu dziecka poprawi się. Mieliśmy nadzieję na spokój w naszej rodzinie. Stało się jednak zupełnie inaczej. Cały proces osiągnięcia celu, jakim było poczęcie i urodzenie się dziecka nie zbliżył nas do siebie, ale spowodował, że zaczęliśmy się od siebie jeszcze bardziej oddalać. Techniki, jakimi posługiwali się lekarze dla przeprowadzania badań, jak również implantacja , pozostawiły bardzo przykre wspomnienia, czego skutkiem są ogromne straty w naszym małżeństwie. Proces hodowli człowieka nie przypomina w niczym intymności, która towarzyszy normalnym aktom małżeńskim. Nikt nam wcześniej nie powiedział, nie uświadomił, co nas czeka.... Mimo, iż cieszymy się z tego oboje, że posiadamy dziecko, którego bardzo pragnęliśmy, to jednak niesmak, który pozostawiły po sobie te przeżycia powoduje, że nie jest to pełnia radości i szczęścia. Każdego dnia , mam wyrzuty sumienia, że gdzieś w zamrażalniku znajduje się 25 naszych dzieci, które być może będą żyły, a może zostaną zabite. Pomimo tego, że Pan Bóg wybaczył mi ten grzech i uzyskałem rozgrzeszenie, ja nie potrafię wybaczyć sobie i ciągle o tym pamiętam. Teraz widzę, jak ważna jest akceptacja zamysłu Bożego. Obecnie jestem przekonany, że adopcja jest najbardziej sensownym rozwiązaniem. Przestrzegam też wszystkich, którzy stoją przed podobnym wyborem i radzę , żeby w ten sposób rodzicielstwa nie podejmowali. Nie życzę nikomu takich przeżyć, jakich sami doświadczyliśmy i nadal doświadczamy. Właśnie dlatego przekazuję, to wszystko innym i tak pojętym apostolstwem pragnę uchronić inne małżeństwa przed wejściem w ten obłędny krąg, w którym poprzez działania wielu osób realizowany jest szatański program, wymierzony przeciwko prawdziwemu macierzyństwu i szczęściu rodziny, przeciwko godności człowieka.” (Świadectwo ojca narodzonej dziewczynki, prawnika, wygłoszone podczas sesji poświęconej tematowi sztucznego zapłodnienia, 6 maja 2006 r.                  w Instytucie Teologicznym w Bielsku Białej. Źródło: Służba Życiu 2/2006)

 

4.       Homoseksualizm

Problem stary jak świat. Już świadectwa historyków rzymskich mówią o homoseksualnych skłonnościach cesarzy. Skoro tak jest, to musimy to zaakceptować. Pozwólmy ludziom realizować ich miłość. To, że kochają nieco inaczej, to przecież nic strasznego. Takie oto „mądrości” wygadują „soft” katolicy. Problem oczywiście jest stary jak świat, bowiem już w Księdze Kapłańskiej czytamy: „Nie będziesz obcował z mężczyzną, tak jak się obcuje z kobietą. To jest obrzydliwość!” (Kpł 18,22) lub ,,Ktokolwiek obcuje cieleśnie z mężczyzną, tak jak się obcuje z kobietą, popełnia obrzydliwość. Obaj będą ukarani śmiercią, sami tę śmierć na siebie ściągnęli”(Kpł 20,13) Niektórzy homoseksualiści zaczną się śmiać, bo choć codziennie spółkują  z mężczyzną to nic im się nie dzieje. W tekście tym bowiem nie chodzi o śmierć fizyczną. Ludzie ci zatracili poczucie grzechu, a przez to ściągają na siebie śmierć duchową.  Mogą czuć pewnego rodzaju zagubienie, ponieważ zdarzają się także teologowie w nurcie Kościoła Katolickiego, którzy próbują teksty te „dostosowywać” do czasów nam współczesnych. Tę specyficzną teologię nazywają teologią queer. To żadna teologia a raczej ideologia na usługach homopropagandy! Kościół nigdy nie potępił żadnego homoseksualisty, co więcej ciągle głosi im miłość Boga, bo to jest w istocie prawdą. Bóg kocha każdego geja bez wyjątku! Kościół potępiał natomiast od zawsze czyny homoseksualne, które mogą doprowadzić tych biednych, często poranionych wewnętrznie ludzi do utraty życia wiecznego. Kościół głosi im tę prawdę w imię miłości Boga do nich! Nie bez znaczenia jest fakt blokowania wystąpień publicznych takich ludzi jak dr Gerard van den Aardweg z Amsterdamu czy dr Paul Cameron, którzy obalają wszelkie mity o homoseksualizmie. Warto zapoznać się z ich badaniami, żeby zrozumieć czym w istocie jest homoseksualizm. Może wtedy „soft” katolicy zamiast popierać homopropagandę zaczną wspierać homoseksualistów w uzdrowieniu ich serc.

 

Dzisiejszy świat serwuje nam za pomocą mass mediów coraz to więcej takich „nowinek”, przypominając nam jak ważne jest abyśmy to co widzimy zaakceptowali. Każdy  z poruszonych problemów można by opisać w osobnej książce. Chodzi jednak o to, abyśmy sobie uświadomili, że w istocie katolicyzm w wersji „soft” po prostu nie istnieje. Każdy bowiem kto uważa, że jest w stanie zaakceptować i popiera aborcję, antykoncepcję, in vitro czy czyny homoseksualne sam stawia się poza wspólnotą Kościoła. I choć nadal tu i ówdzie opowiada o swojej wierze, to jest to wiara „soft” w nie wiadomo co, która z katolicyzmem nie ma nic wspólnego!

 

Źródło: www.fronda.pl  

 

 


Powrót do listy artykułów